Notka,w której autor nie chce iść do banku,


Link 02.10.2008 :: 15:45 Komentuj (1)
a poza tym:
-tęskni za Złą Ciotką;
-snuje plany przechytrzenia swojego wieloletniego wroga, zwanego też przyjacielem, bo przeciez trzeba w koncu ustalic, o co cho;
-chyba dorasta, bo rozmawia z ludźmi /a wlasciwie jednym,ale trudnym jak 105/ posiadając trzeźwość umysłu /albo Melisalek dziala/
-cierpi za miliony /niestety, nie złotych/ - (bo nie spał do godziny 4.30, w której Manfredos skończył pracę) nie wiedząc jednakże o tym, iż ktoś poza nim męczy się tej nocy;
-cierpi na brak
-i na syndrom elmirski
-nie potrafi wybrac szafy
-nie chce się przyznać rodzicom do chęci posiadania 2 żyrandoli i kilku lamp w 1 pokoju
-nie ma pieniędzy,a zawładnęły nim platformy i zakiet retro, nie ma tez ap.fot., który umożliwiłby mu zarabianie,
-Marysia zawsze da sobie radę.





Link 24.09.2008 :: 20:38 Komentuj (0)
Dlaczego brak weny miałby być powodem do niepisania?
Żyję sobie. Prosto i skromnie, z ego nareszcie rozpostartym na własnych, jeszcze nieprzeprowadzonych, ale już zabałaganionych,15 m2. Ego ma się dobrze. Patrzy za okno - mimozy i jedno jedyne jasne okno u sąsiadów. Nic więcej. żadnych hałasów z dołu, z góry i z boku. Ale dzieje się dużo... Nowo odzyskana towarzyskość, nieco domowych histerii... ciepłe dresy, ciepłe kapcie. Książki w pudłach z Ikei, bo nie mogę się zdecydować na żadną szafę. Zbyt dużo inspiracji, ale wzięłam się na sposób i używam kalendarza. Niezwykłe, ile można załatwić i zapamiętać, jeśli się tylko opisze to we właściwym miejscu. Rozstałam się też z wizją pracy wyłącznie dla satysfakcji i szukam czegoś dla mamony:) i nie czuję z tego powodu jakiegoś strasznego rozdźwięku, bo i tak będzie po mojemu, choćby dlatego, że mam w tym jakiś cel:) (Chyba jakiś kot mi się dobija do drzwi... Koty to jedyne okoliczne towarzystwo o tej porze:) ) Ostatnie 3 miesiące spędzam na godzeniu się ze sobą, co w praktyce jest cholernie trudne, bo pogoniłam całe,ale to całe swoje towarzystwo, a to, którego nie pogoniłam, wyprowadziło się albo wyszło za mąż czy żonę:) Pogoniłam, bo zachciało mi się życia dla siebie. Idzie nieźle, bo w nowo odzyskanej towarzyskości znalazło się miejsce dla mnie i dla kogoś, nie kogoś szczególnego, a po prostu drugiej osoby spędzającej ze mną czas. Jest zwyczajnie, to wielka zmiana, nigdy nie chciałam, żeby przeciętność, z którą utożsamiałam zwyczajność, istniała w moim życiu. Choć jednocześnie chciałam być przeciętna, żeby wreszcie nie być tematem nr 1 do plotek w każdym możliwym środowisku,w którym się pojawiałam. A teraz jest już coraz normalniej. I tylko kilkoro przyjaciół. I zero zbawiania świata. Dużo szczerości, jak najmniej smutku. I kilka wielkich marzeń.



Link 21.06.2008 :: 21:36 Komentuj (0)
Boże, jaka ja kiedyś byłam fajna. Niby z dołami, a ile tam było jednocześnie kolorytu i niespodzianki dnia następnego. Oraz chęci, odwagi i ...udawania. No ale. Ale nie tylko.
Z cyklu "mądrości Złej Cioci" - facet nigdy nie pozwoli sobie na to, żeby mu było źle. A ja sobie pozwoliłam.
Zbyt wiele analiz kończy się debilizmem. Powroty bywają dobre. Stare śmieci z nowym podejściem również.
Jeszcze gdzieś musi być złoty środek pomiędzy realizmem a myśleniem życzeniowym.


Stan na dzień dzisiejszy, stan na dzień jutrzejszy


Link 12.06.2008 :: 11:02 Komentuj (0)

Bohaterka pani
powieści latami znosi razy od męża, tuszuje sińce pudrem i opowiada
nieprawdopodobne historie, aby go wytłumaczyć. Dlaczego przyzwala na
takie traktowanie?


Kobiety nigdy na to nie
przyzwalają, tylko nie umieją sobie z tym poradzić. Już w samym słowie
„przyzwalanie” jest coś, co oddziela nas od tych kobiet. No bo przecież
gdyby tego nie lubiła, toby z nim nie była, prawda? Może coś z tym
zrobić. Wyjść, poprosić o pomoc… Otóż nie. Gdyby mogła, toby zrobiła.
Córka Austriaka Frietzla 24 lata przesiedziała w schronie. Dlaczego nie
dała ojcu w łeb? Bo groził, że zagazuje jej dzieci. Dopóki nie
znalazłyśmy się w takiej sytuacji, nie wolno nam oceniać, wolno nam
tylko pomagać.


 Pani nie pozwalała sobą manipulować?


Z tym było trochę gorzej, ale w
porę mówiłam „stop”. Każda z nas daje się czasami wmanewrować w
sytuacje, na które nie ma ochoty. Ważne, by w odpowiednim momencie się
zatrzymać. Same też trochę manipulujemy, nawet nieświadomie, bo chcemy
coś osiągnąć w związku. Żeby on nam coś kupił albo był milszy, albo
poszedł z nami do kina. Wszyscy lubimy gry i zabawy towarzyskie, flirty i dowcipy wynikające z sytuacji. Uznajemy, że one dowodzą
inteligencji. A to nie jest opłacalna gra. W związku nie mamy być
inteligentni. Mamy być mądrzy, dobrzy, kochający i otwarci.

W jednym z
wywiadów powiedziała pani, że żyła pani w związku, w którym dochodziło
do zdrad, żyła pani w upokorzeniu. Jak to możliwe z pani mocną
osobowością?


Tak się dzieje, kiedy człowiek
nie odróżnia pokory od upokorzenia, miłości od zauroczenia, seksu od
prawdziwego miłosnego aktu. Teraz jest tendencja do nieangażowania się,
żeby uniknąć zranienia. 

Z jakiego powodu poddała się pani psychoterapii?

Wyhodowałam sobie raka, moje
obydwa małżeństwa się nie udały – a też potrafiłam zranić męża, moje
dziecko chowało się bez ojca… Stuknęłam się w głowę i zastanowiłam się,
jaki mam wkład w to, że o mało co nie umarłam, jestem sama i potrafię
nie widzieć tego, co może zranić innych ludzi. To wystarczający powód.


Mnie nigdy nie przyszłoby do głowy, że mężczyzna ma się mną opiekować.


Mnie to przyszło do głowy
cztery lata temu. Że nie ma w tym absolutnie nic złego, kiedy on jest
opiekunem. I jest ktoś taki koło mnie, kto mnie chroni przed światem.
Ale ja na nim nie wiszę. Jestem osobną osobą. Mogę się do niego zwrócić
o pomoc, co nie znaczy, że nie mogę bez niego żyć. I że on nie może żyć
beze mnie. Możemy żyć bez siebie, ale chcemy żyć ze sobą. Na tym polega
różnica: zamiast „muszę” jest „mogę”. I jest jeszcze słowo „wybieram”,
więc wybieram taką możliwość. I niczym więcej się nie przejmuję.




Link 06.06.2008 :: 14:13 Komentuj (0)
Bardzo chętnie zrobiłabym coś angażującego i ważnego, ale wolę nudę. Ważną i interesującą rzecz planuję na za niedługo, to i tak spore wyzwanie... Mało się znamy z moim kuzynostwem stąd. Jakoś tak wyszło, że parę lat temu przestaliśmy się widywać i wszelkie kontakty się pourywały. Po ostatnich 50- i 60-letnich rocznicach wujostwa naszła mnie myśl - mam genialną rodzinę. Więc organizujemy spęd spokrewnionej ludności, tzn. ja rzuciłam pomysłem i czekam na wakacje, żeby go zrealizować. Co nie będzie łatwe, bo rozrzut wiekowy jest dość duży. No. A poza tym kombinuję nad swoją firmą, której założenie głównie kombinowania wymaga. Składam do kupy pomysły, staram się to jakoś obliczyć... i jestem zmęczona. Szczerze mówiąc, głęboko wierzę, że to nie wypali. Taka prawda. Bardzo chcę, kombinuję, żeby się udało, ale moja wiara w siebie...szkoda gadać. Nigdy nie robiłam nic, co wymagałoby aż tak dużej odpowiedzialności - organizacyjnej, prawnej, finansowej, no i za ludzi. Łeb mi pęka od myślenia i bardzo zazdroszczę ludziom, którzy potrafią poświęcić się jednej tylko rzeczy przez całe życie, pracować naukowo nad jedną kwestią, albo mieć tylko rodzinę, czerpać z tego radość oraz sens. Ja jestem wielozadaniowa i bardzo mi to przeszkadza. Inaczej po prostu się nie spełniam. Bez zadań na dzień, tydzień czy miesiąc jestem rozlazła, nie umiem się ogarnąć. Jeden cel to za mało, czemu - nie wiadomo. Z kolei przy tak dużych zadaniach próbuję ugryźć całość, co, rzecz jasna, jest niemożliwe. Grunt to umieć dzielić zadania na kawałki i organizować czas...
Więc nuda. Grill albo ognisko marzy mi się. Jedzenie. Jeżdżenie na rowerze, kino, książki /ostatnio jakoś ambitniej w tej materii/. Albo rysowanie głupot i wmawianie ludziom, że to postmodernistyczna grafika użytkowa człowieka urodzonego w stanie wojennym, człowieka umęczonego rolą kobiety w pogibanym świecie, człowieka, który widzi świat tysiąca możliwości i ludzi, którzy pędza przez ten świat do pracy, bo dzięki niej podobno jest ciekawie w ich szarym życiu. Niepojęte, ale człowiek zabiegany ma pieniądze. A pieniądze zastępują mózg.
A co ma człowiek zajeżdżony?
Nie wiem, idę pojeździć.


Spotkanie z optymistą


Link 28.05.2008 :: 20:17 Komentuj (0)
Jakiś czas temu, w okolicach niespodziewanego ataku mroźnej zimy, byłam ja sobie w podróży służbowej (szumna nazwa wymiany międzykawiarnianej). Rzecz działa się w centrum centrumów, czyli Stolicy. Któregoś dnia - byłam akurat sama w firmowym mieszkanku - dopadł mnie dół najbardziej upierdliwego typu, czyli ten, dzięki któremu wyjście do sklepu staje się megawyzwaniem. No ale cóż, w lodówce braki, brak i ładowarki, trzeba się było ruszyć - a najbliżej do Złotych Tarasów. Ruszyłam, po długich i ciężkich cierpieniach, i tuż pod blokiem stanęłam  na światłach w pełnym, drażniącym słońcu. Naprzeciwko też ktoś stanął. Chłopak na oko trochę starszy ode mnie. Poza tym nikogo. Dziwne. Patrzył na mnie, ja na niego nie miałam ochoty /wzrok zdołowanego spaniela nie pasuje do femme fatale, a w końcu imidż sie liczy, nie wnentsze/. Przeszedł przez ulicę na tym czerwonym świetle, rzucając radosne "Cześć". Nie mam zwyczaju odpowiadać na zaczepki, więc tylko się uśmiechnęłam, rozglądając się, czy to do mnie. Do mnie. Więc rzucił jeszcze raz "Cześć.", a potem walnął mi parominutowy wykład na temat tego, jak moja mina wpływa na losy świata:) Że wszystko ze mną wizualnie w porządku, a minę mam, jakby mi ktoś rodzinę wymordował. "Zobacz, słońce wyszło, świeci prosto na ciebie. Eskimosi mają je przez 3 miesiące, wiesz, jak oni się cieszą, jak im słońce zaświeci?" I dalej przypuszczenia, czy nie odpowiedziałam mu na "cześć", bo jestem niewychowana, czy, bo cośtam. Po czym życzył mi miłego dnia i skierował się w swoją stronę. Przez cały ten czas stałam oniemiała. Odwróciłam się więc szybko, jak tylko odzyskałam głos, żeby zdążyć mu podziękować. Raczej nie uwierzył w onieśmielenie, więc powiedział tylko coś jeszcze na temat uśmiechu i poszedł, życząc raz jeszcze "miłego dnia".



Niania


Link 23.04.2008 :: 02:33 Komentuj (0)
Półtorej godziny temu położyłam się mocno zmęczona i z codziennym paskudnym bólem pleców. Włączyłam sobie "Pamiętnik niani", żeby coś lekkiego i przyjemnego leciało w tle, a tylko ten film się do tego nadawał. Po paru minutach zorientowałam się, że siedzę, bo lepiej widać napisy. Nie mam zwyczaju wgłębiać się w filmy, kiedy byłam mała chyba niczego nie obejrzałam od początku do końca i do tej pory mi został ten brak uwagi, ew. wyłapywanie co ciekawszych wątków. Jestem powalona, wstrząśnięta i nawet nie powstrzymałam się przed wzruszeniem. Ciekawe, ile milionów ludzi nie zobaczy tak dobrego, aktualnego, wbrew pozorom wielowątkowego filmu.
 Może to słabość do małych, wrażliwych chłopców /dziewczynki zawsze sobie jakoś radzą, mam wrażenie. Ba, nawet film pokazuje jak to "jakoś" wygląda najczęściej./. A może niania ma wiele wspólnego z kofi?
Grunt, że jest wpół do trzeciej nad ranem, plecy mnie nie bolą /to jest dopiero zagadka/ i usiadłam tutaj, żeby tylko to napisać - bo to nie tylko wzruszenie, raczej spotkała mnie mądrość przypadku i chętnie podam dalej...
I akurat pod koniec pracy w Raju...



Link 22.04.2008 :: 11:55 Komentuj (0)
Do dupy, nie mam słodyczy ani motywacji. Budzę się co dzień z jakąś depresją typu dzień świstaka. Już wiem, że nie zdążę, że mi się nie uda, że nie ma czasu, żeby żyć! Bo jeden dzień to za mało, żeby stworzyć coś, do czego można się przyłożyć. Zwłaszcza, jeśli następnego dnia trzeba iść do pracy, w której świat jest na lewą stronę, a po pracy wziąć na siebie ciężar świata /prawostronnego/ z opowieści babci. Nic nie robię, tak twierdzą co poniektórzy. Może i nie,ale wystarcza na siedem światów w głowie.
A od "pracy na miesiąc" jestem wolna już za tydzień. Spróbuję przestać walczyć z prądem rzeki, rozwinę swoje talenty i dam sobie spokój z układaniem się na siłę. Od jakiegoś czasu walczę z chęcią kontrolowania, idzie jak po grudzie... Ale przynajmniej świadomość jest. Filtruje co poniektóre depresje i nawet pozwala im pisać takie straszne pierdoły na blogu tylko po to, żeby się kiedyś obudzić.


Wena i czemu jej nie ma ?


Link 18.04.2008 :: 00:27 Komentuj (0)
Już o nic nie zapytam

Nigdy więcej.

Tylko, co mam robić,

Kto mi powie,

Żeby powstrzymać ręce,

Które mi się same

Wyrywają do niej.



A to ją złości,

A to ją drażni,

Ona sobie tego nie życzy!

Nie chce mych włości,

Nie chce mych danin,

Ona sobie tego nie życzy!

A kiedy mówię do niej: pozwól,

Poszukać pójdę wiatru w polu -

Ona sobie tego nie życzy!



Już o nic nie zapytam

Nigdy więcej.

Tylko, co mam robić,

Kto mi powie,

Żeby powstrzymać ręce,

Które mi się same

Wyrywają do niej.



A to ją złości,

A to ją drażni,

Ona sobie tego nie życzy!

Nie chce mych włości,

Nie chce mych danin,

Ona sobie tego nie życzy!

A kiedy mówię do niej: pozwól,

Poszukać pójdę wiatru w polu -

Ona sobie tego nie życzy!






Doniosłość


Link 17.04.2008 :: 23:34 Komentuj (0)
Dobrze się chowa w codzienności......


Menu

Główna
O mnie
[Księga gości]

Archives

2008
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

About Me

Links

Wyślij wiadomość Szablon wykonała: Kamila
zdjecia: Foto Decadent
Pobrano z Szablony Inventive
Powered by blog.