Spotkanie z optymistą


Link 28.05.2008 :: 20:17 Komentuj (0)
Jakiś czas temu, w okolicach niespodziewanego ataku mroźnej zimy, byłam ja sobie w podróży służbowej (szumna nazwa wymiany międzykawiarnianej). Rzecz działa się w centrum centrumów, czyli Stolicy. Któregoś dnia - byłam akurat sama w firmowym mieszkanku - dopadł mnie dół najbardziej upierdliwego typu, czyli ten, dzięki któremu wyjście do sklepu staje się megawyzwaniem. No ale cóż, w lodówce braki, brak i ładowarki, trzeba się było ruszyć - a najbliżej do Złotych Tarasów. Ruszyłam, po długich i ciężkich cierpieniach, i tuż pod blokiem stanęłam  na światłach w pełnym, drażniącym słońcu. Naprzeciwko też ktoś stanął. Chłopak na oko trochę starszy ode mnie. Poza tym nikogo. Dziwne. Patrzył na mnie, ja na niego nie miałam ochoty /wzrok zdołowanego spaniela nie pasuje do femme fatale, a w końcu imidż sie liczy, nie wnentsze/. Przeszedł przez ulicę na tym czerwonym świetle, rzucając radosne "Cześć". Nie mam zwyczaju odpowiadać na zaczepki, więc tylko się uśmiechnęłam, rozglądając się, czy to do mnie. Do mnie. Więc rzucił jeszcze raz "Cześć.", a potem walnął mi parominutowy wykład na temat tego, jak moja mina wpływa na losy świata:) Że wszystko ze mną wizualnie w porządku, a minę mam, jakby mi ktoś rodzinę wymordował. "Zobacz, słońce wyszło, świeci prosto na ciebie. Eskimosi mają je przez 3 miesiące, wiesz, jak oni się cieszą, jak im słońce zaświeci?" I dalej przypuszczenia, czy nie odpowiedziałam mu na "cześć", bo jestem niewychowana, czy, bo cośtam. Po czym życzył mi miłego dnia i skierował się w swoją stronę. Przez cały ten czas stałam oniemiała. Odwróciłam się więc szybko, jak tylko odzyskałam głos, żeby zdążyć mu podziękować. Raczej nie uwierzył w onieśmielenie, więc powiedział tylko coś jeszcze na temat uśmiechu i poszedł, życząc raz jeszcze "miłego dnia".



Design: Werka

Photo: Dominique