Link 04.09.2007 :: 11:20
Komentuj (0)A dzisiaj będzie o znoszeniu odrzucenia i krytyki bez robienia sobie dramatycznych wyrzutów "DLACZEGO?".
Nie umiem, nie umiem, nie umiem, nie umiem, nie umiem, nie umiem, nie umiem, nie umiem, nie umiem. I nie rozumiem, dlaczego.
Ale się nauczę.
Link 04.09.2007 :: 22:33
Komentuj (0)Pierwsza humanistyczna inżynierka. Właśnie, poprawiając ją, doznałam takiego olśnienia. Nie ma się co oszukiwać, wiedziałam 5 lat temu, że nie chce mi się myśleć matematycznie w kontekście ścisłym. Myślałam, że coś się zmieni, a całe życie sprawdza mi się jedna zasada: jakie mam myśli na początku, takie i na końcu, kiedy coś mi się nie udaje. Kwestia lenistwa, małej motywacji? Intuicji? Pewnie wszystkiego naraz:) Może powinnam się poświęcić, chociażby dla stypendium. Żaden problem usiąść, zmotywować się i nauczyć. Gdyby nie... myśl, że wraz z tą drobną czynnością zniknie stare myślenie, to, co przychodzi mi samo, stosunkowo łatwo, a wychodzi. Powołanie, albo coś. Lubię się rozwijać tylko w tym, co mi pasuje, bo tu rozwój przychodzi z przyjemnością. A co do przedmiotów ścisłych... uwielbiam tylko wtedy, kiedy ktoś mi je tłumaczy praktycznie. Wtedy, owszem, przyłożę się. Organoleptyk-humanista...albo po prostu chcę się wykazać robiąc coś z kimś, a nie sztukę dla sztuki, satysfakcję dla siebie...taa. Kolejny punkt dziedzictwa rodowego: niedocenianie siebie może przynosić określone pozytywne efekty. W powyższych okolicznościach. Kiepsko z tą moją samooceną było.
...no to się poużalam.
Nie usłyszałam, ani od rodziców, ani babci, ani od, hmmm...przyjaciółek, że doceniają, jak cholernie dużo kosztowało mnie przejście takich studiów. I nie mam ochoty ironizować na ten temat. "Czy będziesz miała 20 czy 40 lat, dla mnie i tak zawsze będziesz moim małym dzieckiem" - to kiedyś powiedziłaa moja mama. Super. A czy można by tak np. zmienić zasady i doceniać dziecko za kolejny dobrze ułożony element konstrukcji z tych beznadziejnie nierównych klocków?
Link 06.09.2007 :: 09:15
Komentuj (0)Wstyd myśleć, że się jest tym małym "onym", i że to ono zrobiło wszystko za szybko, że nie powinno, że jeszcze nie jest gotowe... Pewnie przesadza, bo przez ostatnich 5 lat też nie było. Ciężko się uczy, ciężko się zmienia, przede wszystkim - wcale się tego nie chce, jako że się masochistą nie jest. Ble. Trzeba, trzeba i trzeba.
Idę powalczyć z promotorem. Powoli zaczynam rozumieć ludzi, którym tytuł naukowy uderza do głowy - jak tak dalej pójdzie, to też zacznę się tym swoim inżynierem wywyższać;)
Link 06.09.2007 :: 09:38
Komentuj (0)Po co być fałszywym przyjacielem?
Dzisiaj będzie dobry dzień
Link 09.09.2007 :: 11:40
Komentuj (0)Kiedy pada, nie boję się wstać z łóżka. Kiedy pada, dni są lepsze, cichsze, pełne nieoczywistości, które w pełnym słońcu jakoś zanikają. Zawsze gdzieś jest Lew, Czarownica i Stara Szafa. Za rogiem czai się coś przyjemnego - okno cukierni, zapach kawy albo... Chodzą po ulicach marzenia, o których się nie mówi , żeby nie zniknęły.
Ale najlepiej po prostu wyjść i poczuć...
Link 09.09.2007 :: 15:54
Komentuj (0)Potrzebuję:
- misia
- aniołka
- odwagi.
Kupicie mi?
Link 10.09.2007 :: 23:37
Komentuj (0)No to życzę Wam z okazji jutra/starzeję się, to i takie rzeczy mnie zaczynają interesować/...niedzielenia. Niedziel każdego dnia i niedzielenia ludzi, lądów, poglądów. Niewykorzystywania. Bezwstydnego wzruszenia. Niebycia pieniądzem. Braku zniewalającej samotności i pustki. Echa śmiechu... Życia.
Link 18.09.2007 :: 23:52
Komentuj (2)Insz., nie?
Inszynier insztalator.
Chora, zabiegana (od jutra), zapozytywiona myślowo.
Nie czułam tego wcześniej, ale poczułam, jak sobie poszło - uczelnia wisiała mi nad głową. Nikt mi już nie powie -"Skończysz te studia?", "Nie dasz rady", "No ale chyba zaliczysz,nie?Musisz.". Itp.
I poczułam się doroślejsza, przez głupi tytuł. I, co ciekawe, kobietą. Nie mam pojęcia jak to się ze sobą wiąże.
Dzień mam bez jakichś błyskotliwych konkluzji, ale za to ważnych i miłych. Oby takich więcej:)
Dobranoc Państwu.