Półtorej godziny temu położyłam się mocno zmęczona i z codziennym paskudnym bólem pleców. Włączyłam sobie "Pamiętnik niani", żeby coś lekkiego i przyjemnego leciało w tle, a tylko ten film się do tego nadawał. Po paru minutach zorientowałam się, że siedzę, bo lepiej widać napisy. Nie mam zwyczaju wgłębiać się w filmy, kiedy byłam mała chyba niczego nie obejrzałam od początku do końca i do tej pory mi został ten brak uwagi, ew. wyłapywanie co ciekawszych wątków. Jestem powalona, wstrząśnięta i nawet nie powstrzymałam się przed wzruszeniem. Ciekawe, ile milionów ludzi nie zobaczy tak dobrego, aktualnego, wbrew pozorom wielowątkowego filmu.
 Może to słabość do małych, wrażliwych chłopców /dziewczynki zawsze sobie jakoś radzą, mam wrażenie. Ba, nawet film pokazuje jak to "jakoś" wygląda najczęściej./. A może niania ma wiele wspólnego z kofi?
Grunt, że jest wpół do trzeciej nad ranem, plecy mnie nie bolą /to jest dopiero zagadka/ i usiadłam tutaj, żeby tylko to napisać - bo to nie tylko wzruszenie, raczej spotkała mnie mądrość przypadku i chętnie podam dalej...
I akurat pod koniec pracy w Raju...
Name:


Komentarze: